
Rozdział 11
Nie obawiał się gniewu lorda, reakcji Rady czy zwykłych ludzi. Bał się czegoś zupełnie innego.
Wiedział, że jej ucieczka miała cel. Był nim ten drań, a on chociaż próbował temu zapobiec, dał się oszukać własnej uczennicy. Jak to się stało, że jej moc z dnia na dzień ujawniała się coraz bardziej? Pomimo, że nie ukończyła nauki, pomimo braków w wiedzy, potrafiła przywoływać siły i używać zaklęcia, przeznaczone tylko dla zaawansowanych magów.
– Ani śladu El – powiedział Vadar, zjawiając się w komnacie mistrza. Nie dodał, że zbytnio nie przejął się zniknięciem największej rywalki, bo i tak wszyscy o tym wiedzieli. – Ani śladu jej mocy.
– Zneutralizowała ją – odparł krótko Rothar.
– Zneutrali… Jak? To przecież poziom najwyższego zaawansowania!
– Tak po prostu. Znała zaklęcie, znała odpowiednie runy i użyła tego, aby uciec. Co więcej, nie zmieniła tego aż do teraz, dlatego nie możemy trafić na jej ślad.
– Czyli nie posługuje się magią?
– Ani trochę. Podróżuje jako całkiem zwyczajna kobieta. – Rothar westchnął.
– Jej ojciec wpadł w szał.
– Mam to gdzieś, martwi mnie coś zupełnie innego.
– Co?
Mistrz spojrzał na niego, ale milczał. Mówiąc prawdę musiałby przyznać, że El spotkała jednego z wyklętych i to tego najgorszego. Więcej, czarnoksiężnik poprosił ich o pomoc, przekazując wiadomość, że w górach pojawiło się nieznane zagrożenie. Chociaż to może była najbardziej odpowiednia chwila, aby o tym powiedzieć.
– Konflikt z możnowładcami nie jest przyjemną opcją. – Odezwała się kobieta, która też zjawiła się w komnacie Rothara. – Powinieneś zapobiec tej uciecze. Co martwi cię bardziej niż cicha wojna z lordami z Krainy Dolin?
– Azack – rzucił w końcu, a wtedy zapadła martwa cisza.
– On jej pomógł? – zapytał z niedowierzaniem Vader. – Pomógł jej, aby zwabić nas w pułapkę?
– Niezupełnie.
– To powiedz, co jest zupełnie. – Lorena zajęła miejsce naprzeciwko naczelnego Rady. – Na razie tylko nas irytujesz.
– Natknęła się na niego kilka tygodni temu, gdy jechała do stolicy. Natychmiast wróciła, aby mi o tym powiedzieć.
– Próbował…
– Powiedział, że potrzebuje pomocy.
– To żart? – Oboje zareagowali dokładnie tak, jak on sam, gdy El przekazała mu prośbę czarnoksiężnika.
– Nie. Kazał nam przekazać, że w górach pojawiło się coś gorszego niż on, Piron i Widmowa Armia. I to coś powoli zakrada się w kierunku Krainy Dolin.
– El pojechała do niego? – Lorena nie bawiła się w niedopowiedzenia i nie interesowały ją wieści przekazane przez Azacka. Nie wierzyła w słowa kogoś takiego, jak on. – Jak sądzisz, dlaczego? Rzucił jakiś czar?
– Obawiam się, że to faktycznie coś w rodzaju czaru, chociaż ta magia jest obca większości z nas – uśmiechnął się Rothar.
– Czyli ta głupia smarkula jest nim zauroczona i pewnie stwierdziła, że uratuje jego nędzną duszę? – Vadar prawie wypluł te słowa. – Co za idiotka!
– To prawda, ale martwi mnie coś innego. El… Jeśli on ją wykorzysta będziemy mieli o wiele większy problem niż wściekły lord czy rozjuszeni możnowładcy. I nie mówcie mi, że przesadzam. Telepatia wykraczająca poza granice możliwości większości członków rady, w tym twoje, Loreno. Zaklęcie, jakiego nie może wykorzystać zwykły adept, jedynie ten, który włada niezwykłą mocą. Chyba popełniłem błąd zmuszając ją do małżeństwa, chociaż wydawało się to niezwykle dobrą opcją – westchnął.
– O jakim zagrożeniu wspominał ten plugawy pomiot? – zapytał w końcu Vader. – Znasz więcej szczegółów?
– Pamiętacie historię Olessy?
– Miała sporo sukcesów na koncie, więc sprecyzuj, o co dokładnie ci chodzi?
– Ta jest najmniej popularna, może dlatego, że podaje tak mało szczegółów. Wraz z kilkoma magami oraz trzema demonami zapieczętowała wejście do pewnego miejsca, mieszczącego się dwa dni drogi w góry od Północnego Pustkowia. Uwięzili tam zło, które przybyło z nieba i według legendy nie szło go unicestwić. Nawet demony nie potrafiły tego zrobić. Więc zawarto pakt, zjednoczono siły i uwięziono je na pośród samotnych szczytów gór, w niedostępnej jaskini.
– Słyszałam kiedyś o tym, ale masz racje, mało na ten temat informacji – powiedziała Lorena. – Sądzisz, że Azack przestrzegał przed tym złem? Myślę, że chodzi mu coś innego. Nie wiem tylko czy o samą zemstę, czy też o kolejną wojnę. Jeśli nie przeceniasz El, a chyba tego nie robisz, to masz rację, nadciągają kłopoty, których nikt z nas się nie spodziewał. Musimy odzyskać ją za wszelką cenę. Tylko gdzie mamy ich szukać?
– Chyba wiem, gdzie – odparł w zamyśleniu Rothar. – Przygotuj ludzi i mojego konia. Jadę z nimi, bo sprawa naprawdę jest poważna, a jedyną osobą, która może pokonać Azacka jestem ja.
– Szkoda, że nie zrobiłeś tego pół wieku temu – powiedziała Lorena, wstając. – Wydam odpowiednie polecenia, ale nie puścimy cię samego. Wierzę, że El nie da się tak łatwo sprowadzić na złą drogę, zbyt dobrze ją znam. Nie jest też aż taka głupia, aby poddać się roli zauroczonej idiotki. Będzie walczyć, a my pomożemy jej w tej walce. Co do tego bytu, na razie prócz słów Azacka i kilku opuszczonych wiosek, nie mamy absolutnie żadnych dowodów. On mógł kłamać, a w tamtych rejonach od kilku lat panuje nieurodzaj spowodowany suszą, więc nic dziwnego, że ludzie przeprowadzają się w inne okolice.
Rothar nie odpowiedział. Nie przejął się wyraźną ironią, gdy zarzuciła mu, że pod koniec wojny zamiast ukoronować zwycięstwo zabijając największego wroga, on pozwolił mu umknąć. Miał ku temu dwa ważne powody, chociaż nie znał ich nikt, prócz niego samego. Azack przez pół wieku dotrzymywał warunków umowy, więc skoro postanowił je złamać, on również poczuł się zwolniony z obowiązku jej przestrzegania. Niechętnie myślał o konfrontacji, bo ich moc była podobna, chociaż każdy służył innej stronie. Niechętnie, bo nawet z pomocą całej rady mógł ponieść klęskę. Wtedy udało im się pokonać Czarnych Magów, bo wybuch bunt Widmowej Armii. Piron, chociaż im przewodził, wcale nie był tym najsilniejszym i to nie on sprowadził nieludzkie potwory, które kiedyś służyły demonom. Zrobił to Azack, posługując się zakazaną wiedzą i składając w ofierze własną krew.
Był przeciwnikiem, którego musiał docenić, bo inaczej mógłby ponieść spektakularną porażkę. Jeśli El stanie po stronie czarnoksiężnika… Nawet nie chciał o tym myśleć. Lorena miała rację, jego najlepsza uczennica tak łatwo nie przejdzie na drugą stronę. Była jednak kobietą, która żywiła wyraźną słabość do tego drania i właśnie tego Rothar obawiał się najbardziej. Oby dobre serce nie zwiodło jej na manowce, bo Azack absolutnie nie był tym, który mógłby się nawrócić.
Rozdział 12
Dniało, gdy się obudziła. Dygocząc z zimna, z trudem oderwała się od ciepłego męskiego ciała, aby w pośpiechu udać się w ustronne miejsce. Dopiero kiedy wróciła, dorzuciła sporą wiązankę chrustu do żarzącego się popiołu, a w końcu dopomogła sobie krótkim zaklęciem.
Wyciągnęła zziębnięte dłonie w stronę ognia i spojrzała w kierunku śpiącego towarzysza.
Leżał na boku, z głową wtuloną w zgięte ramię, przykryty kocem, pochrapując miarowo. El przyglądała mu się w zadumie, wspominając wczorajszy wieczór. Nie czuła ani wstydu, ani wyrzutów sumienia. Nie czuła, chociaż powinna. Domyślała się, że tak będzie. Ciągnęło ją do niego od pierwszego spotkania. Rothar dostrzegł to już na samym początku, chociaż z taka złością temu zaprzeczała. Nie potrafiła też wyjaśnić dlaczego, ale jednego był pewna – na samo wspomnienie obejmujących ją ramion, znów oblewał ją nieznośny żar.
To nie wino był powodem jej frywolnego zachowania. Było jedynie katalizatorem. Prawdziwy powód ukrył się głęboko w duszy, drzemał gdzieś na skraju umysłu.
Powoli wstała, aby później znów zająć dawne miejsce. Jedynie nie odwróciła się do Azacka plecami, a przodem. Był tak blisko, bliżej niż na wyciągnięcie ręki; wręcz czuła jego ciepły oddech. Uniosła ramię, palcami przesunęła po szorstkim policzku, opuszką powiodła po szramie widocznej na lewej skroni. Nawet nie drgnął, bo jej dotyk był jak muśnięcie skrzydeł motyla. El przełknęła ślinę, po czym przysunęła się jeszcze bliżej. W zasadzie to rozdzielało ich tak niewiele, zarówno ciała, jak i twarze.
Odetchnęła głęboko, a potem kobieca dłoń powędrowała prostym szlakiem w dół, zatrzymując się pod koniec drogi. Serce El biło jak szalone, gardło zaschło, a podbrzusze pulsowało w słodki, trudny do opisania słowami, sposób. Walczyła z pokusą, lecz szybko tę walkę przegrała. Przesunęła rękę niżej, a kiedy dotarła do celu, gardłowo jęknęła. Przez materiał spodni doskonale wyczuwała gorącą twardość członka. Mężczyzna poruszył się niespokojnie, a wtedy zamarła, wstrzymując oddech. Kiedy wydawało się, że niebezpieczeństwo minęło, zaczęła powoli masować tę wypukłość. Zarumieniona, podniecona, za wszelką cenę usiłowała przegnać wyrzuty sumienia.
I wtedy silne palce zacisnęły się na jej nadgarstku.
– Oszalałaś? – wysyczał, ale dawało się zauważyć, że też był podniecony.
– Ja… – zaczęła i zamilkła, bo nie bardzo wiedziała, co ma powiedzieć.
– W co ty pogrywasz, panno czarodziejko? – zmrużył oczy. – Czyżbyś naprawdę zamierzała pozwolić się wykorzystać?
– Nie! – Wycofała dłoń, ale to wszystko. Zafascynowana wpatrywała się w jego twarz, czując mętlik w głowie. Nie potrafiła się skupić od momentu, gdy się obudziła. Pragnęła tylko na powrót poczuć to, co wczoraj.
– Sądziłem, że chodzi o magię, ale jak widać, miałaś coś innego na myśli – pokpiwał.
– Uśpiłeś mnie – odparła z wyrzutem.
– No pewnie. A co niby miałem zrobić z pijaną, napaloną czarodziejką?
– Wykorzystać – wyrwało się jej zgodnie z prawdą. Po czym gwałtownie poczerwieniała.
– Nie, El. – Zaprzeczył, gładząc jej czerwony policzek. – Zdecydowałem się opuścić swą kryjówkę, bo wyczułem coś, czego się przestraszyłem. A jak wiesz, niewiele rzeczy potrafi mnie przerazić. Szukałem pomniejszego maga, zbyt słabego, ale też wystarczająco rozgarniętego, aby nawiązać kontakt z Radą. Trafiłaś mi się ty.
– Wystarczająco rozgarnięta? – zakpiła, błagając w duchu, aby nie zabierał dłoni i nie przerywał pieszczoty.
– Nawet bardziej – uśmiechnął się lekko. – Zgodnie z przypuszczeniami, Rothar zlekceważył moje ostrzeżenie.
– Niezupełnie. Uznał jedynie, że jesteś kiepskim sojusznikiem.
– Chyba wiem dlaczego. To logiczne, że skoro ta nieznana moc jest zła, to powinienem się z nią bez problemu dogadać. A tego nie zrobiłem, więc twój mistrz wietrzy w tym jakiś podstęp.
– No właśnie! – spojrzała na niego zaskoczona. – Dlaczego?
– Ta moc wiele obiecuje, ale wiele też chce zabrać. Czarna magia nie jest taka jak biała. Za wszystko musisz płacić wysoką cenę. Zyskujesz wiele, lecz kosztem swej duszy – wykrzywił z goryczą usta. – Kosztem swego człowieczeństwa. Często kosztem tych, na których ci zależy.
– Straciłeś kogoś bliskiego? – spytała zaciekawiona.
– Każdy z nas kogoś traci – uciął krótko. – Musimy wstać, pora ruszać w drogę.
– Już? – wyraźnie wyglądała na rozczarowaną.
– Już! – Przymknął na moment oczy, aby nie zauważyła, jak walczy ze samym sobą. To była nierówna walka, chociaż po wczorajszym, nie tylko musiał się dwukrotnie zaspokoić, to jeszcze przez kilka godzin nie mógł zasnąć. Zwłaszcza że tuż obok, leżała ona.
– Ty pierwszy – zaproponowała chytrze, wplatając nogę pomiędzy jego uda.
– El!
– Ciągle El i El – mruknęła z wyrzutem. – Zdążymy jeszcze ocalić świat, nie martw się.
– Nie martwię się o świat. – W końcu zdołał się podnieść, chociaż uczciwie musiał przyznać, że była to jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakie musiał podjąć. Jeśli ich podróż potrwa zbyt długo, to i on nie da rady długo się opierać. Była ostatnią kobietą, na jaką powinien zwrócić uwagę i chociaż kusząca była myśl, aby przeciągnąć ją na swą stronę, to zdawał sobie sprawę, że było to również niewykonalne zadanie. El nie pożądała władzy czy błyskotek, nie zabiegała o aplauz czy podziw tłumów. Pod tym względem Rothar dobrze ją wychował, nawet zbyt dobrze. Była pewna siebie, pewna swej wyjątkowości, miała też jasno sprecyzowane cele i nie uznawała kompromisów. I to też był problem. Rothar ją wychował. Różnica wieku. Znaczna różnica wieku.
Z przekąsem pomyślał, że zapomniał o czymś jeszcze.
Nie chciał jej w to wciągać. Mówił prawdę – mrok rządził się swoimi prawami. Niczego nie dostawało się za darmo, a każdy krok w stronę cienia miał swoją cenę. Kto jak kto, ale on wiedział na ten temat bardzo dużo. I na najwyższych bogów, nie chciał jej w to wciągać!
– Ja tam nie wiem, o co się martwisz – burknęła. Najwyraźniej miała mu za złe, że zrezygnował z niej tak szybko. Dobrze, że nie zdawała sobie sprawy, czym było to spowodowane.
– Zjemy coś i jedziemy dalej.
– Suchary z wczoraj? – Aż się otrząsnęła. – Nie, dziękuję. Za nic w świecie!
– Nic innego nie mamy. A wino wypiłaś – zakpił.
– Gdzie w tych przeklętych górach znajdziemy coś jadalnego?
– Nie marudź. Upoluję coś na następny postój.
– Upolujesz? – Nieco pobladła.
– Przecież jadasz mięso?
– Tak, ale zgaduję, że nie będziesz się uganiał za zwierzyną z łukiem w dłoni?
– Nie mam łuku – odparł szorstko. – Posłużę się magią. Przeszkadza ci to, nie musisz jeść.
Owszem, przeszkadzało. Ona nie byłaby zdolna do tego, aby wykorzystując swą moc, zwabić niewinne zwierzę w pułapkę. On najwyraźniej nie przejmował się takim głupotami. Westchnęła z taką siłą, aż rzucił jej zaskoczone spojrzenie, lecz nic nie powiedział. W zasadzie to był wyjątkowo małomówny. Odwracał też głowę, gdy na niego spoglądała, a kiedy się zbliżała, celowo zwiększał dystans między nimi.
– Coś sobie przypomniałam. Gdzie twój towarzysz? – zapytała, gdy już siedzieli na koniach.
– Kto?
– Wilk – wyjaśniła cierpliwie. – Stwór uwięziony w ciele zwierzęcia.
– To żaden stwór – uciął krótko. – To jeden z żołnierzy Widmowej Armii.
Pobladła.
– Ale… jak?
– Czarna magia moja, panno czarodziejko, nie zna ograniczeń. Żadnych. Jeśli masz wystarczający dar, możesz zdobyć wszystko.
– Ty nie miałeś wystarczającego? W końcu przegrałeś.
Zauważyła, że nie w smak było mu to pytanie.
– Przegrałem, bo pod wpływem chwilowej słabości, darowałem komuś życie.
– Komu? – zaciekawił ją. – Kobiecie? Kochałeś ją?
– El, daj spokój.
– Jestem ciekawa, to źle?
– To pusta ciekawość. Nie zaspokajam pustej ciekawości – odparł sucho.
– A co zaspokajasz?
– Gdzie to słynne opanowanie oraz powściągliwość, którego uczy się magów przez pierwsze lata kształcenia?
– Chadzam własnymi ścieżkami. Gdyby nie to, podążałabym teraz z zupełnie innymi kierunku i w zupełnie innym towarzystwie. Mistrz pewnie wpadł w szał – westchnęła. – Ojciec również.
– Nie udawaj, że się tym przejmujesz.
– Nie udaję, bo się nie przejmuję – poświadczyła. – Problem polega na tym, że nie będę miała gdzie wrócić.
– Panno czarodziejko, czy to król, czy Rada z naczelnym, każdy z nich będzie skończonym głupcem, jeśli z ciebie zrezygnuje.
– Rothar już to zrobił.
– Nie. Chciał jedynie odsunąć pewne rzeczy w czasie.
– Nasze spotkanie?
– Mój zgubny wpływ. – Azack wybuchnął śmiechem. – Niestety, spóźnił się.
– Nie denerwuj mnie, bo cię zostawię! – zagroziła.
– Akurat.
– Coś taki pewien siebie panie magu?
– To nie ja rzucałem się na ciebie, tylko ty na mnie.
– Nie rzucałam się! – spąsowiała. – To wina alkoholu.
– Tak? A dziś rano?
– Jeszcze nie wytrzeźwiałam. No co się śmiejesz? – zgłosiła uzasadnioną pretensję. – Poza tym jesteś adeptem ciemności. Nie powinieneś bywać w tak znakomitym humorze.
– Nie? A co powinienem robić? – spytał z ciekawością, zrównując swego konia z jej rumakiem.
– Rzucać dookoła ponurym, pełnym gniewu spojrzeniem. Zgrzytać zębami. Bluzgać przekleństwami. I wyglądać dużo gorzej.
– El, co ty za głupoty wygadujesz?
– Mówiłam, że jeszcze nie wytrzeźwiałam. To dokąd jedziemy? – W końcu przypomniało jej się, że powinna o to spytać. W pierwszej kolejności, pomyślała z niesmakiem.
– W góry.
– To już wiem panie mądralo. A konkretnie?
– W tę stronę, z której wyczułem nadciągające niebezpieczeństwo. Po drodze zatrzymamy się w moim zamku.
– Brzmi nieźle.
– Tylko brzmi. Demony porzuciły swoje siedziby setki lat temu. Kiedy przestała je wypełniać ich magia, wiele z nich popadło w ruinę. Rzadko która budowla ocalała we względnie dobrym stanie.
– Twoja ocalała?
– Powiedzmy, że nie miałem wyboru.
– A ten wilk? On też się tam kieruje?
– Tak. To też jego dom – powiedział Azack, chociaż z wyraźnym oporem.
– Powinnam się go bać?
– Nie. Jest posłuszny, nie zrobi niczego, na co mu nie pozwolę.
– No dobrze, a daleko jeszcze?
– Też się boję kolejnej spędzonej z tobą nocy – zakpił.
– Wino się skończyło.
– Nie do końca jestem pewien, że to ono było przyczyną. – Podobała mu się ta gra słów pomiędzy nimi. Nie dlatego, że mogło do czegoś dojść, ale dlatego, że w końcu mógł z kimś rozmawiać. Dopiero teraz zrozumiał, jak bardzo mu tego brakowało. Kobiecego towarzystwa. Towarzystwa osoby obdarzonej mocą, inteligencją i urodą. Banalnej wymiany zdań. Każdej z tych rzeczy z osobna i wszystkich naraz.
Szkoda, że tak szybko się to skończy. Gdy dotrą do celu…
– Jaki piękny! – Jego rozmyślania przerwał pełen zachwytu okrzyk. El zadzierała głowę, podziwiając szybującego w górze sokoła. – Wyjątkowy okaz, prawda?
– Tak.
– Spotkamy takich więcej?
– Im wyżej, tym mniejsze prawdopodobieństwo.
– Będzie tylko lód i pustka.
– Wino wypiłaś.
– Zabawne – wykrzywiła się. A później postanowiła, że skoro mają przed sobą długą drogę, to zada mu dużo, bardzo dużo pytań. Zaczynając od jego, o ile tak można było to nazwać, poufałości z mistrzem.
– Wspomniałeś, że pobierałeś nauki razem z Rotharem. Byliście przyjaciółmi?
– Nie. Już wtedy się nie cierpieliśmy.
– Bo był lepszy?
– Już ci mówiłem, że niekoniecznie musiałbym przegrać pojedynek z nim. – Azack rzucił jej kose spojrzenie.
– Tak, bo władasz czarną magią. A jeśli nie? Też miałbyś szanse?
– Tak.
– Czyżby? – postanowiła go sprowokować. – To jakim cudem on opływa w luksusy, ciesząc się poważaniem, a ty błąkasz się po bezdrożach, wzbudzając trwogę?
– Kwestia wyboru.
– Chyba nie tylko.
– Mroczna strona więcej żąda, ale i więcej oferuje – uśmiechnął się z goryczą. – W przypadku przegranej jej zemsta jest również dotkliwsza. Potrafi zaspokoić każdy głód wiedzy. Każdą zachciankę. Każdy kaprys.
– Raczej nie o zachcianki ci chodziło.
– Nie.
Umilkła, zbita z tropu. Jego odpowiedzi tchnęły zadziwiającą szczerością. W ogóle Azack był zupełnie inny, niż się tego spodziewała. Jedynie chłód jego oczu zbijał z tropu. Chociaż ostatnio wydawało się jej, że było go znacznie, znacznie mniej. Zwłaszcza gdy wczoraj… Zarumieniła się, chociaż poprzednio wcale nie wstydziła się tego, co zrobiła.
Nie wykorzystał sytuacji. Nie wykorzystał jej. Był wściekły i rozgoryczony, kiedy okłamała go, mówiąc o utracie mocy. I nagle poweselał, gdy się zdemaskowała.
Był zagadką.
Zachcianki i kaprysy? Dałaby głowę, że chodziło o wiedzę. Wiedza bywała dla maga cenniejsza niż własna dusza. Może dlatego bez sprzeciwu ją sprzedał?
– Niedaleko jest strumień. Zatrzymamy się tam na odpoczynek. Ty zaczekasz, ja zapoluję.
Wykrzywiła usta, co nie uszło jego uwagi. Lecz nie miał wyjścia. Miał się rzucić na zwierzynę z gołymi rękoma? Miecz raczej bywał w tych sprawach niepraktyczny. Co innego magia.
– Przestań się dąsać. Chyba że sama ruszysz na łowy.
Nie przekonał jej, ale już nie wyglądała na niezadowoloną. Raczej na zamyśloną. A kiedy wrócił, niosąc ze sobą kilka martwych ptaków, nie patrzyła na niego potępiająco.
Raczej z dziwnym smutkiem.
Wymieniali zdawkowe słowa, bo żadne z nich nie miało ochoty na rozmowę. Dobry nastrój prysnął, rozwiał się. Niebo zasnuło się chmurami, zerwał się porywisty wiatr.
– Będzie padać.
– Zauważyłam – wzdrygnęła się.
– Śnieg. Nie zostaniemy tutaj długo. Im szybciej dotrzemy do celu, tym lepiej.
– Twoja siedziba nie jest celem.
– Poniekąd, ale podczas śnieżycy, bywa całkiem niezłym schronieniem.
– Śnieżycy? Skąd wiesz?
– Nie patrz na mnie tak podejrzliwie panno czarodziejko. Żyję w tych górach już ponad cztery dekady, znam się na tym. – Dotknął dłonią kawałka ziemi pomiędzy nimi, wypowiadając kilka słów. Z czubka jego palca popłynęła moc, a potem przyjemne ciepło zaczęło promieniować od dołu.
– Jak śmiesz?! – El aż podskoczyła.
– Pupa ci marzła.
– I co z tego? Gdybym chciała, sama bym to zrobiła! – syknęła, odsuwając się tam, gdzie nie sięgało jego zaklęcie.
– To dlaczego tego nie zrobiłaś?
– Należy ćwiczyć wolę ducha – oświadczyła godnie, otulając się połami płaszcza i udając, że nie zauważa jego kpiącego spojrzenia.
– Ale pieczystym z ptaszka nie pogardziłaś. Winkiem również.
– Czy do końca świata będziesz mi wypominał te kilka nędznych łyków, jeszcze nędzniejszego napitku? – zdenerwowała się. I zadygotała z zimna, bo właśnie zerwał się wiatr.
– El, chodź tutaj. Natychmiast! – rozkazał. – Katar leczy się trudno, nawet magią.
– Nie.
– A! Rozumiem! To też ćwiczenie na wolę ducha.
– Złośliwa bestia – mruknęła, lecz nie miała siły dłużej się opierać. Co prawda sama mogła wyczarować milutkie ciepełko, ale znacznie lepsze było to, bijącego od jego ciała. Usiadła tak, że mógł objąć ją ramionami, a ona oprzeć się o jego tors. Zamknęła oczy, czując, jak znika napięcie i niepewność. Było jej tak cudownie, nie tylko dlatego, że w końcu się rozgrzała. Powód był inny, znacznie bardziej skomplikowany.
Był nim ten mężczyzna.
Ognisko płonęło wysokim, równym płomieniem. Rozjaśniało nieprzeniknione ciemności, sprawiało, że wokół nich tańczyły ruchome cienie. Czasami słychać było trzask palącego się drewna, czasami wycie wiatru nabierało na sile. Wnęka, w której rozbili obóz, chroniła ich tylko z trzech stron, ale to wystarczyło. Czwartą stronę zastępowała magia.
– Powiedziałeś kiedyś, że Widmowa Armia była twoim pomysłem – zaczęła z namysłem. – Dlaczego? Jakie korzyści z tego odniosłeś?
– Satysfakcję.
Nie wytrzymała. Wyprostowała się, odwracając i patrząc na niego z niedowierzaniem.
– Bo zginęło tylu ludzi? To była ta twoja satysfakcja?
Milczał, nie znajdując dobrej odpowiedzi.
– Wtedy to była satysfakcja – powiedział powoli. – El, daj spokój. Znajdziemy źródło obcej siły, a potem wrócisz z dowodami do Rothara. Na tym kończy się nasza współpraca.
– Jesteś pewien? – Oparła głowę o jego ramię, nie spuszczając z niego smutnego spojrzenia. – Jesteś pewien, że chodziło o satysfakcję?
– Znalazłoby się z kilka powodów. Pewnie żadnego z nich nie uznałabyś za słuszny.
– Mów. Ja osądzę.
– Nie – zaprzeczył ruchem głowy. – Nie będę mówił o tym, jak wyglądała ta wojna, nie będę zwierzał ci się z tego, co czułem i czego pożądałem. Nie poruszajmy więcej tego tematu, proszę!
– Aha! – Wróciła do poprzedniej pozycji, zamykając oczy. – Mości czarnoksiężniku, chyba masz wyrzuty sumienia.
– Nie. Tamto wspomnienie to także wspomnienie porażki.
– Czy gdybyś miał wybrać, wybrałbyś tak samo?
– Tak.
– Nie wierzę.
– Wierz sobie, w co chcesz! – Chyba w końcu wyprowadziła go z równowagi, bo głos mu lekko drżał, zabarwiony złością. – Żałuję tylko jednego. Właśnie tej porażki. Niczego więcej.
– Niczego?
– Może jeszcze tego, że nie dałem rady zabić więcej przeciwników.
– Magów? A gdybym to ja stanęła naprzeciw ciebie? Też byś mnie zabił? – Znów załapała spojrzenie jasnych, zasępionych oczu.
– Bez skrupułów.
Mogła się rozzłościć, mogła też dalej się z nim droczyć. Ale wybrała inny sposób, jednocześnie myśląc z ironią, że bycie kobietą ma swoje zalety. Z całej siły uszczypnęła się w udo. Z trudem opanowała syknięcie, za to poczuła łzy zbierające się pod powiekami. Nie powstrzymywała ich.
– Naprawdę byś mnie zabił? – spytała szeptem, czując wilgoć na policzkach.
Chciał bez wahania odpowiedzieć, że tak, ale coś nie pozwoliło mu na to. Co prawda bez problemu rozszyfrował jej sztuczne łzy, lecz i tak potwierdzenie nie mogło mu przejść przez usta.
– Prześpijmy się. – Z determinacją zmienił temat.
– Nie odpowiedziałeś. To chyba samo w sobie stanowi odpowiedź.
– Chcesz odpowiedzi? Gdybym ja tego nie zrobił, to ty zgładziłabyś mnie. Tym jest wojna dziewczynko, tylko tym. Nieustającą walką o przetrwanie.
– Czyli byś mnie zabił? – drążyła temat, nic sobie nie robiąc z gniewu w jego oczach.
– Może kto inny by mnie wyręczył?
– I co? Przyglądałbyś się temu?
– Pewnie tak. Przecież bym cię nie znał.
– No dobrze. – Usiadła, prostując się, podczas gdy on dla odmiany się położył. Patrzyła na niego z góry poważnym wzrokiem. – A gdyby teraz wybuchła tak wojna? To byś mnie znał. I co? Zabiłbyś mnie?
– Denerwujesz mnie.
– Ale zrobiłbyś to, czy nie?
– El! – warknął, na dobre wytrącony z równowagi. Tak, to było bardzo dobre pytanie, chociaż odpowiedź, jaka pojawiła się w głowie, irytowała. – Staram się być z tobą szczery. Kłamstwo przyszłoby mi bez trudu, ale nie chcę kłamać w tak mało ważnej sprawie.
– Kwestia mojego przeżycia, to ważna sprawa! – oburzyła się. – I dlaczego nie chcesz kłamać? Zabiłbyś mnie bez wahania, a nie chcesz okłamać?
– Oszaleję z tobą! – wymamrotał. I poczuł nagłą determinację. – Chcesz znać szczegóły?
– Tak.
– Daj rękę. Nie bój się, to tylko wspomnienia.
Zaciekawił ją. Podała mu swoją dłoń, którą przytulił do czoła.
Otaczająca ją rzeczywistość momentalnie zniknęła.
El stała na wzgórzu, u stóp mając dolinę będącą polem bitwy, gdzie dwie armie starły się w zaciekłej walce. Pole to było skąpane w czerwieni zachodu słońca i ludzkiej krwi. Krążyły po nim niekształtne, mgliste zjawy, o pałających oczach. Zdawały się nie należeć do świata materii, a cieni, bo zarysy ich ciał bardziej przypominały pasma czarnych oparów. Krążyły bezgłośnie, siejąc śmierć i zniszczenie, a po skórze El przebiegł zimny dreszcz lęku, kiedy na nie patrzyła.
Widmowa Armia.
Tam, gdzie walczyła, na ziemi zostawały jedynie zakrwawione zwłoki. Przewaga zdobyta dzięki czarnej magii. Siła, której nie był w stanie przeciwstawić się zwyczajny człowiek.
Ale to już był koniec. Wojska Krainy Dolin zostały rozgromione. W czerwonych promieniach słońca rozciągało się pole zasłane trupami ludzi oraz zwierząt. Posępne i groźne, a nade wszystko niesłychanie ciche. Nie było słychać jęków rannych, błagań o pomoc. Widmowa Armia nie pozostawiła za sobą nic prócz śmierci.
Po zasłanym trupami polu poruszała się jakaś postać na koniu. Na początku El dostrzegła niewiele szczegółów. Lecz szybko zrozumiała kim był człowiek, jadący na karym rumaku.
– Azack – wyszeptała.
Gdy znalazł się bliżej, mogła dostrzec pychę na jego twarzy, oziębłość w jasnych oczach. Był znacznie młodszy, a włosy miał krótkie, obcięte prawie przy skórze. Twarz gładką, bez blizn, które w przyszłości miały oszpecić jego oblicze. Ale słabość, którą odczuła na jego widok, doskonale znała. Była identyczna jak na jawie.
Drgnęła, gdy tuż obok rozległ się okrzyk pełen triumfu.
– Zwyciężyliśmy!
Powoli odwróciła głowę. Po prawej stronie, w niewielkiej odległości stał mężczyzna. Tego bez trudu nazwałaby sługą ciemności. Był przystojny, bardzo przystojny, ale ona czuła jedynie obrzydzenie. Tak wielkie, że wywołało mdłości. El zasłoniła dłonią usta, usiłując nad tym zapanować. Ten człowiek nie przeszedł na stronę zła. On był zły, zepsuty do szpiku kości. Urodził się, by zostać sługą mroku, nie mając nawet możliwości wyboru swej własnej drogi.
Azack podjechał bliżej, spoglądając w górę, w oczy swego przywódcy.
– Droga do Krainy Dolin stoi przed nami otworem.
– Doskonale. Pamiętaj, żadnych jeńców, żadnej litości – zastrzegł Piron.
– Mnie to mówisz? – Tak dobrze jej znane ironiczne wykrzywienie ust. Aż skręciło ją z żalu. Czy to był ten sam mężczyzna? Ten sam, który… – Co z Radą?
– Wielu zginęło. Niepokoi mnie tylko, że on przeżył.
– Rothar? – Azack obojętnie wzruszył ramionami, a El drgnęła, wyrwana z zamyślenia. – Nie stanowi takiego zagrożenia, jak sądzisz.
– Póki on żyje, póty szala zwycięstwa może przechylić się na ich stronę. Nie lekceważ go. – Piron wykrzywił twarz. – Pamiętaj!
– Będę pamiętał. – Przyjrzała się z uwagą twarzy Azacka. Co dziwne, była pewna, że właśnie skłamał. W takim razie… Czy osobą, której darował życie był Rothar? To byłaby prawdziwa ironia losu.
Azack uniósł dłoń.
Za jego plecami zaczęły zbierać się widmowe cienie, o pałających czerwienią oczach. W oczach czarnoksiężnika ukazało się czyste, niczym niemaskowane zło.
– Wedle życzenia, mistrzu. Ruszamy do Krainy Dolin!
Jego twarz się wykrzywiła. Zjawy za plecami były coraz bliżej. W końcu ich demoniczne spojrzenia spoczęły na znieruchomiałej El. Poczuła panikę, chociaż niemożliwym było, aby ją dostrzegły. A jednak odruchowo cofnęła się przed ponurym blaskiem ich ślepi i smrodem odrażającego cielska.
Kiedy jedna z nich ruszyła do przodu, jakby chciała się na nią rzucić, El krzyknęła.
Azack przerwał, lecz nie puścił jej dłoni. Patrzył na pobladłą, ściągniętą przerażeniem twarz dziewczyny.
– Oto, kim byłem panno czarodziejko i do czego byłem zdolny. Z czego czerpałem satysfakcję. Zwycięstwa, z których byłem dumny. Możesz mi wierzyć, nawet teraz zabiłbym cię bez wahania. – Usiadł, mierząc ją lekko pogardliwym spojrzeniem. Była słaba, kompletnie nieprzygotowana na zderzenie z prawdziwym światem. Głupia, naiwna, powtarzał sobie, chociaż czuł, że to nie do końca jest prawda. – Nie droczyłem się z tobą, nie skłamałem.
W zielonych oczach El pokazały się łzy. Usta jej drżały, zresztą cała dygotała ze wzburzenia. Sądził, że albo się rozzłości, albo rozklei. A ona zrobiła coś, czego się nie spodziewał.
Ujęła jego twarz w obie dłonie i lekko się uśmiechnęła.
– Nie, nie zabiłbyś mnie.
– No dobrze. Wpierw bym cię przeleciał. Czasami warto sobie pofolgować.
– Wczoraj nie było warto? – zaciekawiła się.
– Nie łap mnie za słówka.
– Tylko pytam. Bo wyraźnie czułam… że chciałbyś sobie pofolgować – zakończyła z trudem. – Czyli nie było warto?
Zgrzytnął zębami, całkowicie wytrącony z równowagi. Jednocześnie czuł dziwny niesmak, bo pokazał jej jedno z najmroczniejszych wspomnień swego życia. Liczył na obrzydzenie, pogardę, a spotkał się jedynie z niedowierzaniem.
– El, proszę! Sprawiasz, że wszystko jest o wiele trudniejsze.
– Nieprawda, sam wszystko komplikujesz. – Położyła się obok, przytulając i ignorując fakt, że on niezauważanie się odsunął. – Śpiąca jestem. Mam tylko nadzieję, że ten twój śnieg nie zacznie padać dzisiejszej nocy.
– Nie zacznie – mruknął. – Nie zacznie El, daję słowo.
– To dobrze – wyszeptała, wtulają się w jego ciało. Zasnęła niezwykle szybko, a on jeszcze długo gładził ją po włosach, pogrążony we własnych, niewesołych myślach.
Najpierw powrócił pamięcią do lat spędzonych w szkole magii. Wręcz pochłaniał wiedzę, a jego moc rosła w sposób, który przerażał nawet przełożonych. Wróżono mu niebywały sukces, szeptano, że bez problemu zostanie naczelnym Rady, a on pławił się w tych zachwytach i pragnął coraz więcej. Więcej wiedzy, więcej zaklęć, więcej mocy. Tylko że pewnego dnia zrozumiał, że ta strona nie ma mu już nic do zaoferowania, bo pojawiły się granice, których nie mógł przekroczyć. Poza nimi była już tylko zakazana nauka, zakazane zaklęcia i czarna magia, potępiana i wyszydzana, bo posługiwali się nią tylko degeneraci. Kiedy pojawił się Piron, składając mu propozycję nie do odrzucenia, nie wahał się ani chwili. Dołączył do niego, zdradzając własne ideały. To on przywołał z innego świata Widmową Armię, jemu zawdzięczano początkowe zwycięstwa. Problemy pojawiły się, gdy Piron postanowił przejąć dowodzenie nad sprowadzonymi potworami. Jego zadufanie nie pozwoliło mu przyznać, że Azack prawdopodobnie jest silniejszy od własnego mistrza i to był pierwszy krok ku porażce.
Minęło tyle lat, a on zdołał się pogodzić z życiem, jakie prowadził. Wyklętego i wygnanego. Niestety, pojawiła się El i wszystko runęło: jego spokój, opanowanie i postanowienia, aby nie dopuścić do siebie innego człowieka. Pojawiło się też zagrożenie, które go przerażało, chociaż na razie skutecznie się przed nim bronił. Nie miał pojęcia, jak to się dalej potoczy, jednak musiał przyznać, że się boi. Tamtej siły, swoich własnych uczuć, a przede wszystkim tego, że mógłby skrzywdzić El.
Ona była… Z trudem przełknął ślinę. Ona była kimś wyjątkowym, kimś, kto jednym spojrzeniem czy błahym słowem budził do życia jego dawne człowieczeństwo. Była kobietą, której pożądał i czarodziejką, która w niego wierzyła, chociaż nawet dla niego brzmiało to absurdalnie.
Miała rację. Bez wahania zabiłby każdego, wcześniej, teraz i później, ale nie ją. Nawet gdyby stała po przeciwnej stronie, nawet gdyby to ona próbowała zabić jego. Była drugą osobą, która udowadniała, że wciąż miał w sobie ludzkie uczucia.
Oby to wszystko szybko się skończyło, bo jego opór topniał z każdym dniem i z każdym spojrzeniem zielonych oczu. Obdzierała go z magii, jaka by ona nie była, czarna czy biała i pozostawiała całkowicie bezbronnego. A on nie mógł pozwolić na zaburzenie jakichkolwiek fortyfikacji, bo poza nimi czaiło się coś nieznanego, coś złego. Coś, co próbowało go uwięzić w iluzji własnych pragnień i coś, co mogło również zniszczyć El.
Komentarze
Jo Winchester
Najpierw zapytam – co się działo ze stroną, bo przez kilka godzin nie mogłam wejść?
A teraz o treści. Mag, który chce chronić El przed ciemną magią? Zamiast przeciągnąć ją na tamtą stronę? Oj, panie Azack albo pan coś kombinuje, albo miękniesz pan na starość 😀 Na szczęście nie mięknie tam na dole, El mogłaby być niezadowolona. Obyło się bez wyrzutów sumienia po nocy. Ciekawe, kiedy Azack podda się pożądaniu. No i co jest tym złem, którego on tak się boi. Mam tylko nadzieję, że nikt nie będzie musiał się poświęcać. Nikt, mam na myśli Azacka i El. Nikogo więcej nie będzie mi szkoda 😉
Babeczka
Jakaś awaria była, zorientowałam się przy porannej kawie, całe szczęście, bo zaraz zgłosiłam i naprawili :-)))
Najgorzej miały te osoby, co to sobie do śniadanka czy kawki chciały poczytać newsletter 🙁 Bardzo wszystkich przepraszam, ale to akurat była siła wyższa i coś, na co nie miałam wpływu!
Jo Winchester
Ja tam się nie gniewam, czytałam jeszcze po północy 🙂 Tak czułam nosem awarię, dobrze, że szybko usunęli 🙂
J.Gibson
No właśnie, bo ja przeczytałam w nocy, ale jak chcialam dać komentarz to mi się ładowało, i ładowało i ładowało….. I zonk. Komentarza ni ma.
A potem wyskoczył jakiś błąd i się poddałam.
W zeszłym tygodniu było dziwniej, bo link z newslettera nie dzialal, ale dzialal link na fb.
Babeczka
Nie wiem jakiego typu była awaria, nie dociekałam, bo i na co mi ta wiedza. Grunt że naprawili 🙂
Co do linków z newslettera, to ja je wstawiam i przyłapałam się, że czasami coś tam źle zrobię, stary zostawię, kreseczki nie wstawię i wtedy zonk!
Rebel G.
Ktoś rzucił czar na serwer i stąd ta awaria ;))
Pewnie zła moc nie chciała, żebyśmy polubili Azacka! Ale ja go lubię, mimo że enigmatyczny i wietrzę podstep, może El ma być darem dla ciemnej strony i dlatego się z nią nie przespał? ;))
Uwielbiam ten swiat czarów i tajemnic. I dialogi tych dwojga 🙂
Babeczka
Dziewica rzucona na żer złej mocy? :-))) No cóż…
Awaria była dość duża, sklep też nie działał 🙁 Teoria o złym uroku całkiem prawdopodobna.
PS. Pod Pechową dziewczyną ktoś umieścił komentarz, czy jest dostępna jako film. Pochlebia mi to, ale przyznam, że nie widzę tego w rodzimej produkcji… Jeszcze by Darena grał Adamczyk, druida Karolak, a Tanję Liszowska :-))) A gdyby Szpak nagle zapragnął zagrać główną rolę żeńską? Co tam broda, przypudrowałoby się i laska byłaby z niego jak ta lala! Oczywiście, nie chodzi tu o moje sympatie czy antypatie, ale o dopasowanie 😀 bo u nas to wszystko jest możliwe…
Anonim
Ja myślę że wszędzie się powtarzają niektóre nazwiska i chociaż lubię Karolaka to racja że to wszędzie pełno 🙂
Babeczka
Mnie raczej chodziło o to, że w roli mrocznego, seksownego bruneta obsadzą nijakiego blondynka o łagodnej urodzie 🙂
Iza
To kiedy dowiemy się co on tam knuje?
Babeczka
Tak około 14 części ;-D
J.Gibson
Omg. Zygmunt ze mną nie wytrzyma tyle w napięciu😂
Tony Porter
Brawo, El! Sądziłam po sobie i spodziewałam się po niej kaca moralnego, a ona nawet alkoholowego nie miała:) Twarda sztuka. Ale słusznie, co się będzie certolić – miała na Azacka ochotę, okazała mu to tak, żeby nie miał żadnych wątpliwości, to co się będzie teraz wypierać, czy zwalać winę na wino:) Różnicą wieku niech się Azack nie przejmuje, bo El potrzebuje doświadczonego twardziela, mającego czym jej zaimponować. Jakiś młodzik, i to bez mocy czarodziejskiej nie miałby z nią szans – zjadłaby go na przystawkę:) Oj, do 14 części daleko, ale jestem pewna, że oczekiwanie na wyłożenie kart przez Azacka nie będzie nam się dłużyło. Ciekawa jestem, czy zaplanowałaś jakieś zadanie dla Wilka. Mocno mnie ta postać intryguje. „Skażenie” Tolkienem robi swoje:)
Babeczka
Nie ma to, jak nie móc wejść na własny wpis, bo się hasła zapomniało 😀
A dla Wilka zaplanowałam już część drugą :-)))
Tony Porter
Weź nie mów, z hasłami to ja mam wiecznie pod górkę – staram się na maksa ujednolicać, ale nie zliczę ile razy rejestrowałam się od nowa, pozyskiwałam nowe hasła itp.
Ha! Radość wieczorową porą lepsza od bruneta:) Panie Wilku, już się cieszę na spotkanie, aczkolwiek do przyjemniaczków na pewno pan nie należy.
Babeczka
Ja mam magiczny notes i wszystko w nim zapisuję. Bez tego ani rusz :-)))
Na pana wilka trzeba będzie poczekać, aż mnie natchnienie znokautuje 😉
Tony Porter
Magiczny notes nie jest mi obcy – tyle, że w pracy, a w prywacie zdaje mi się, że na pewno zapamiętam. Taaa… Niekoniecznie.
Zważywszy, że życie ludzkie w dużej mierze polega na czekaniu – na kogoś, bądź coś, to spoko:) Poczekam na Pana Wilka i nie będę zniecierpliwiona tupać nogą:) Jak na razie, ponasycam się Azackiem:)
Anonim
A tego ile części ma być?